>

wtorek, 8 stycznia 2013

"13 powodów, by nie mieć dziecka"



      Minął rok.... po całym tym cyrku jaki zgotowała Katarzyna W i dobrodziej Krzysztof R...
Cała Polska żyła tym dramatem, dramatem który był od początku...zaplanowany, a później przez wiele tygodni ciągnięty przez ludzi....chcących być na świeczniku.
Mam świadomość tego, że biuro detektywistyczne miało i ma wielu zwolenników, którzy pana R..uważają za bohatera. Bo jakże inaczej, on pierwszy wykrył, że dziecko nie żyje, a raczej wydusił z Kaśki. Ludzie byli  pełni podziwu jego działania i zaangażowania w całą sprawę. Należy jednak pamiętać, że ów pan jako były milicjant- policjant zna procedury i to mu pozwalało być zawsze o krok przed  śledczymi. Oni  musieli mieć pewność, a on mógł sobie gdybać.
 I gdy mówił o zjedzonym jak ogórek  przez zwierzęta ciałku dziecka  i... nawet jak pojechał pamiętnej nocy w miejsce gdzie znaleziono jakieś zawiniątko i powiedział przed kamerami, że czuł on i wszyscy jego ludzie...fetor rozkładających się zwłok też mu wiwatowano.
Fetor...skąd...kiedy w nocy temperatura spadała do  około - 20 a w dzień była niewiele wyższa...jak to możliwe?  A zastanówmy się...jakby policja zadziałała tak gorliwie jak R...i co wtedy? A byłoby to samo co w sprawie doktora Mirosława....wzajemnie oskarżenia, a bo ci byli nadgorliwi,a ten za dużo gada i obrzuca błotem służby....byliby SB-kami i stalinowcami.
I jak wtedy zagrywki Krzysztofa R...., wciąganie tej rodziny w te całe występy...mnie denerwowało, tak byłam daleka co do osądu Katarzyny. Mogło się wiele zdarzyć i jej reakcja była taka, a nie inna. Może faktycznie nieszczęśliwy wypadek, chwila nieuwago i się stało, a ona mogła spanikować.
Bo dobrze się mówi na sucho....a ja to bym tak i tak zrobił-ła...ale tyle o sobie wiemy na ile nas sprawdzono. Sama doskonale pamiętam gdy dziesięć lat temu, mój syn się rozchorował..bóle brzucha, wymioty itp. Wezwałam karetkę, lekarz z pogotowia stwierdził...wyrostek i do szpitala, a tam...lekarz dyżurny mówi...nie....dziecku nic nie jest..do domu. Wymogłam na nim ( bo niedziela, bo późno i nie mam czym wrócić) aby go zostawił na szpitalu, widziałam jak wygląda moje dziecko, choć lekarz twierdził co innego. Rano zachodzę na oddział, a  dziecko bez kontaktu jest wiezione na blok....nikt mi nic nie chce powiedzieć, każą czekać. Te  dziewięćdziesiąt minut były najdłuższymi w moim życiu...
Bałam się i to strasznie, normalna operacja bez powikłań przy wyrostku to około 30 minut...a tu trwało i trwało. Wreszcie idzie jakiś starszy mężczyzna i krzyczy na wszystkich w koło...wreszcie pyta mnie co ja tu robię, a więc mu mówię. A on po mnie...że nie jestem godna, aby się nazywać matką, że powinno się mnie pozbawić praw....że chciałam wykończyć własne dziecko ponieważ zostały mu minuty życia.
 Stałam jak sparaliżowana.....jak co? Pytania się kłębiły w głowie...potem się wszystkiego dowiedziałam od sióstr oraz tego, że już wczoraj powinien być operowany w trybie natychmiastowym .
I mimo tego, że zrobiłam wszystko co jako rodzic mogłam....czułam się podle. Miałam tak ogromne poczucie winy, czułam się naprawdę złą matką....to taki wielki ból, że nie da się opisać.
Minęło trochę czasu nim się z tym uporałam...ale w trzy dni schudłam 4 kilogramy....to był bardzo ciężki czas.
I tak jak wtedy jej nie osądzałam....tak teraz nie rozumiem...jak można????????
Nikomu źle nie życzą i jej też nie...jednak życzę jej : aby nikt nigdy się do niej nie zwrócił mamo, a  widok roześmianej buzi jej dziecka prześladował ją do końca. W każdym momencie, w każdej chwili....nawet jak zamknie oczy niech się zaraz pojawia pyzata buzia Madzi.  Bo bycie matką to wielki zaszczyt.

.http://martin26-m1.wrzuta.pl/audio/aQl4CtUJV8S/13-piesn_o_matce-mieczyslaw_fogg

PS.
I tak jak wtedy tak i dziś uważam, że ktoś jej pomagał.

2 komentarze :

  1. Całkowicie się z Tobą zgadzam... sama do tego nie była!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Elka ja rowniez sie z Toba zgadzam. Oby ja ta przesladowalo do konca jej dni. K.

    OdpowiedzUsuń

Jak już jesteś nie bądź leń, rzuć pod postem choć swój cień. :)