>

piątek, 4 lipca 2014

Bloger czerwca oraz pudding yorkshire z owocami.


 A więc zaczynamy od przechwałek.  Spółdzielnia Mleczarska w Gostyniuogłosiła konkurs na blogera miesiąca. Można startować w dwóch kategoriach słodkie i słone.  Postanowiła zgłosić mój KOPIEC KRETA Z FASOLI – przepis i się opłaciło. Wczoraj ogłoszono wyniki…..zostałam Blogerem czerwca. A  o tym jak bardzo się cieszę nie muszę chyba pisać.  Dziś dostałam maila z potwierdzeniem wygranej.

   

   A teraz coś co…. zaprzątało moje kulinarne myślenie od pewnego czasu, a mianowicie pudding yorkshire. W wolnych chwilach lubię oglądać zagraniczne programy kulinarne i tam często  było go widać. Jednak przepisu nikt do końca nie zdradzał, a więc od czego internet…. i tu dopiero można dostać głupawki. Moc przepisów, rad i wskazówek, a w jednym miejscu nawet trafiłam na panie które się kłóciły że….jedna drugiej podprowadziła przepis. Jednak w minioną niedzielę miałam farta, trafiłam na stare odcinki  Kulinarnych podróży z Guyem Fierim i tam właśnie kucharka zdradziła sekret  tego wypieku.
Ciasto:
  • 150 g mąki
  • 150 g mleka
  • 150 g jajek
  • szczypta soli
  • 2 łyżki oleju
  • olej do foremek
Nadzienie:
  • 200 g malin
  • 100 g jagód
  • łyżka miodu
  • łyżeczka soku z cytryny

A więc tajemnicą udanego wypieku są równe proporcje: mąki, mleka i jajek. Możemy je odważać, możemy odmierzać w szklane czy kubeczku. Tak więc jeśli damy kubek mleka to i kubek jajek i mąki, ot cała filozofia. Mieszamy składniki na ciasto i odstawiamy na 10 min aby sobie odpoczęło. I uwaga….zawsze zaczynamy od jajek, to  ile one zaważą  jest kluczem do sukcesu. 
Piekarnik nastawiamy na 220 stopni, na blasze układamy foremki do babeczek do każdej wlewamy po około 1/3 łyżeczki oleju i wkładamy do piekarnika aby się nagrzały. To powinno trwać około 10 min, aż się piekarnik nagrzeje. Wtedy delikatnie wyciągamy gorącą blachę, za pomocą pędzelka smarujemy gorącym olejem ścianki foremek.
Mieszamy ciasto i nalewamy tak więcej niż połowę naczynka . Obniżamy temperaturę do 200 stopni i pieczemy około 30 – 40 minut.
Jak widać na załączonym zdjęciu moje są dość duże i z tej porcji ciasta wyszły cztery takie gigantyczne ciastka. Jeśli robimy w mniejszych będziemy mieć znacznie więcej.
Połowę malin rozgniatamy widelcem i podgrzewamy, chwilę gotujemy dodajemy sok z cytryny i dosładzamy miodem.  Wyjmujemy pudding z piekarnika, dajemy mu pięć minut spokoju a następnie nożem piłką odcinamy kapelusik.
I teraz tak….można podać różnie, wrzucić resztę owoców do sosu, wymieszać i podać w takiej formie.  Można już na talerzu porcję owoców polać ciepłym sosem. Ciastka są w środku puste, a więc można i je napełnić owocami. Albo….rwać sobie po kawałku i maczać w sosie. Wypiek jest chrupiący z wierzchu, ścianki ma delikatne i puszyste, a środek pusty. Nie spodziewałam się, że z tak prostego ciasta wyjdzie tak smakowity deser. Nawet mój powściągliwy syn powiedział, że to dobre a nawet bardzo. A takie słowa od niego to….wielki zaszczyt. 
Jak widać to zwykłe ciasto naleśnikowe, nic wielkiego. Jednak ludzie piszę że trzeba wprawy aby się udały. Może to kwestia przepisu, a może miałam szczęście….udały mi się za pierwszym i drugim i…….. razem. Jedno wiem na pewno….za każdym razem wypieki wyglądają inaczej, rosną jak na przysłowiowych drożdżach i to w różne strony. Przybierają owalne, nieregularne gigantyczne kształty. Polecam przepis z czystym sumieniem, teraz mamy takie bogactwo owoców i  smaków, że można sobie dogadzać lekkim deserem. Pudding  można również  podawać ze słonymi dodatkami,  w programie podawano go z wołowiną i sosem.  I na to przyjdzie czas. 


2 komentarze :

Jak już jesteś nie bądź leń, rzuć pod postem choć swój cień. :)