>

sobota, 7 lutego 2015

Kwadratowe pączki z kremem.



           


 Karnawał, karnawał i już ostatki, tłusty czwartek i byle do wiosny. Jednak póki co zima nam dogadza niewielkim śniegiem i lekkim mrozem. Karmnik przed moim kuchennym oknem jest stale przez kogoś odwiedzany. Wróble, sikorki, dzwońce, dzikie gołębie, dzięcioł, gile to norma. Chcę się pochwalić prawdziwym rarytasem. Od pewnego czasu zaszczyca nas swoją osobą pewien jegomość o nazwie….grubodziób. Ptak dość rzadki w Polsce, a już na wschód od Częstochowy to prawdziwy rarytas.



                  A teraz mała uczta dla nas….pączki. Nieodzowny kompan tłustego czwartku. Utarło się, że pączki są okrągłe, ale czy muszą? Jak widać na załączonym obrazie pączki mogą być różne….kwadratowe i podłużne.  Zrobiłam je w takiej formie z dwóch powodów….z przekory i lenistwa. Dużo szybciej się je robi niż te….kulane.

  • 0,5 kg gotowanych ziemniaków
  • 0,5 kg mąki
  • 2 jajka
  • płaska łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2 łyżki skórki otartej z pomarańczy
  • 80 g masła
  • 2 łyżki oleju
  • 50 g drożdży
  • 50 g cukru
  • 1/3 szklanki ciepłego mleka
  • 2 łyżki octu lub spirytusu
  • szczypta soli
  • tłuszcz do smażenia

Oraz:
  • budyń – jasny
  • 1,5 szklanki mleka
  • kostka masła
  • cukier do smaku
  • 50 mil adwokata lub czystej wódki
  • cukier puder do posypania
                  Do ciepłego mleka dodajemy łyżkę cukru, drożdże i dwie łyżki mąki, odstawiamy do wyrośnięcia. Ziemniaki przeciskamy przez praskę, mąkę z proszkiem przesiewamy na ziemniaki i mieszamy razem.
 Pośrodku robimy dołek, wbijamy jajka, wlewamy olej, rozpuszczone masło i resztę składników. Na koniec wlewamy wyrośnięty zaczyn i zagniatamy ciasto. Robimy to dość długo i energicznie, jeśli po 15 min nadal nasza dłoń jest brudna w cieście, dodajemy dwie łyżki mąki i wyrabiamy dalej. Jeśli dłoń i naczynie w którym wyrabiamy są czyste tzn że ciasto można odstawić do wyrośnięcia.
.


                Budyń gotujemy i odstawiamy do całkowitego ostygnięcia. Gdy ciasto podwoi swoją objętość, wykładamy na blat oprószony mąką i delikatnie je rozklepujemy na grubość około 1 cm. I za pomocą radełka kroimy na pasy, a później  pasy kroimy w poprzek i tak mamy gotowe pączki. Przykrywamy ręcznikiem i zostawiamy do wyrośnięcia.
                 Rozgrzewamy tłuszcz ( u mnie zawsze jest to smalce, choć zazwyczaj nie używam, tak ostatkowe rarytasy nie mogą być na niczym innym) i za pomocą kawałka ciasta sprawdzamy jego temperaturę, jeśli zostaje na wierzchu i zaraz przybiera na objętości tzn że można smażyć resztę

                 Wrzucamy po kilka sztuk, aby za bardzo nie obniżyć temperatury tłuszczu. Smażąc z pierwszej strony przykrywamy pokrywką, po obróceniu już nie przykrywamy. Wykładamy na papierowe ręczniki .
                  Z masła i zimnego budyniu ucieramy krem, na koniec dodajemy adwokat. Takim kremem nadziewamy niecałkowicie zimne pączki. Tzn…tak chłodne w 3/4, na koniec posypujemy pudrem.
              Pączki są genialne, szybko się robi, szybko smaży, a dobrze wyrobione są lekkie, puszyste i nie ciągną tłuszczu. Jeśli kogoś przeraża tak mała ilość cukru…niepotrzebnie. Do pracy drożdży wystarczy, a później i tak dochodzi nadzienie i puder, wszystko znakomicie się wyrówna….wedle upodobań i smaków.



3 komentarze :

  1. W zeszłym roku zrobiłam pączki w kształcie serduszek. Było trochę zabawy ale efekt zachwycający :) Nadzienie budyniowe pasuje idealnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. witam przepisbardzo ciekawy ile pączków wychodzi z tej porcji

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam :) Szczerze przyznam ale nie pamiętam, ilość pewnie jest taka jak z kilograma tradycyjnego ciasta na pączki.

      Usuń

Jak już jesteś nie bądź leń, rzuć pod postem choć swój cień. :)