>

czwartek, 14 maja 2015

Gdzie gnojówka tam gotówka i coraz więcej w talii - FARMAGEDON P. Lymbery i I. Oakeshott.


Gdzie gnojówka tam gotówka i coraz więcej w talii - FARMAGEDON P. Lymbery i I. Oakeshott.


 Żyjemy tu na ziemi jako niewielki element całości.
Jesteśœmy tu "przejazdem" i to właśnie my ludzie siejemy tu największe spustoszenie. A czy to wypada aby gościnnie zostawiać po sobie taki smród i nie bójmy się tego nazwać...syf?
Ktoś powie...tak przemysł, motoryzacja itp... to oni są temu winni. Czyżby na pewno tylko oni? Czy ja, Ty, oni nie mamy wpływu na to co się dzieje? I tu wcale nie chodzi o przemysł ciężki, ale o coś wiele nam bliższego o....żywność.
FARMAGEDON P. Lymbery i I. Oakeshot
Wszyscy jemy, bo jeść musimy, od tego nie da się wymigać. Ale czy robiąc codzienne zakupy zwracamy uwagę na to co kupujemy i skąd ta żywność pochodzi?

        Philip Lymbery i Isabbel Oakeshott w książce  pt FARMAGEDON  Wydawnictwa VIVANTE  opisuje  jak zgubne skutki ma dla ziemi i dla człowieka przemysłowa produkcja , tak produkcja bo ciężko to nazwać chowem. Produkcja zwierząt!
Zacznijmy od ziemi...kiedyś np na dziesięciu hektarach ziemi rolnik miał dziesięć krów. Produkował mleko, krowy były wypasane na łąkach, a obornik jaki powstał był wystarczającym nawozem na ten właśnie  areał. Pewnie, na samej trawie mućki  nie byłyby  zbyt mleczne, a więc dokarmiano je jakimś zbożem, paszą . Ale tylko dokarmiano.

FARMAGEDON P. Lymbery i I. Oakeshot


Dziś te same dziesięć hektarów ma sto krów. Niestety, te krowy muszą już zapomnieć o skubaniu trawki, stoją zbite w zagrodzie lub boksach. Karmione są jakimiś paszami i wspomaganymi kiszonkami. A co z powstałym nawozem? Jest go przecież dziesięć razy więcej. Coś z nim trzeba zrobić, gdzieś zutylizować w innym wypadku składowany bezmyślnie zatruje wody gruntowe.
Sprawa dotyczy każdego zwierzęcia produkowanego ku uciesze naszych podniebień.

Rolnictwo pochłania coraz większe powierzchnie,duże obszary lasów są  wycinane i przekształcane  w grunty rolne, aby produkować jeszcze więcej. I mimo, że produkowane  jest jej  więcej i więcej to jednak ponad miliard ludzi na świecie głoduje. Jak to możliwe?

FARMAGEDON P. Lymbery i I. Oakeshot
Odpowiedź jest bardzo prosta...1/3 - 1/2 światowej żywności jest marnowana. Producenci nakręcają się na zysk, produkują  żywności od mięsa, po warzywa, zboża i wszystko co możliwe na przysłowiowych wspomagaczach. My to później jemy i się dziwimy że mamy różne dolegliwości , przypadłości i zmorę takowych "łakoci" otyłość. Nie oszukujmy się, nieważne co się robi....buty, piecze chleb, produkuje domowe wędliny, uprawia marchewkę czy pisze bloga. Jeśli nastawimy się na ilość i zyski , daleko nam będzie do jakości.
Kiedyś kilogram kurczaka dostarczał nam jakąś tam dawkę substancji odżywczych. Dziś aby pozyskać taką samą dawkę substancji odżywczych musimy zjeść  ...cztery kilogramy tego mięsa! A przy czym również cztery razy, a może i więcej kalorii.
Mięsa z takich produkcji  mają niewiele wspólnego ze smakiem...to naszprycowana  antybiotykami, sztucznymi paszami masa mięsna z ogromną dawką   tłuszczu.
Wystarczy kupić schab z dużej sieci i w małym lokalnym sklepiku. Już na pierwszy rzut oka widać jak różnią  się kolorem i  zamachem. Kotlet z lokalnego rynku będzie...smaczny, delikatny i kruchy. Ten marketowy po usmażeniu przypomina łykowatą podeszwę. 

FARMAGEDON P. Lymbery i I. Oakeshot
Przykłady zawarte w książce można mnożyć. I tu nie chodzi aby ludzi namawiać na wegetarianizm. 
Chodzi o świadome wybory, te tanie zakupy jakimi zachęcają nas duże placówki są tylko pozornie tanie. 
Mięso dość że bez większej wartości to jeszcze solidnie nawodnione aby było cięższe i w efekcie wychodzimy na takim zakupie do tyłu, pod każdym kątem...finansowym, smakowym i najważniejszym zdrowotnym!
Z całą odpowiedzialnością piszę,że ci duzi nas małych łupią jak tylko się da. Z reklamy uśmiech się do nas pan rzeźnik i zachęca do kupna dobrej, babcinej lub swojskiej szyneczki, kiełbaski lub paróweczki. Gdzie prawda jest taka iż producent sprowadza część mięsa z takich właśnie przemysłowych tuczów, bo taniej i ma większy zysk, a durny naród i tak kupi. Nie dajmy nabijać się w butelkę. Ta tania kiełbasa nawet od najbardziej markowych producentów ma niewiele wspólnego z kiełbasą. Modyfikowana soja zamiast mięsa, sztuczny aromat zamiast przypraw i płyn wędzarniczy zamiast wędzarni. A gdzie mięso? Pewnie gdzieś tam jest, ale w takiej ilości że ciężko je wyczuć.
Nie bądźmy jak te na siłę tuczone zwierzaki, co jedzą wszystko co im się da i przekształcają się w bezwartościową masę.
My mamy wybór i dokonujmy go świadomie. 

Lepiej zjeść mniej, ale prawdziwego i smacznego produktu. 
FARMAGEDON  Wydawnictwa VIVANTE  jest dobijaniem się do  naszych  zdrowych  rozsądków. Zapoznając się bliżej z książką mamy możliwość ujrzenia jak naprawdę wygląda ....produkcja jedzenia w XXI w i związanych z tym  wszelakich skutków ubocznych. A przecież kiedyś będą tu mieszkać nasze wnuki, ich dzieci. Czy chcemy im zostawić jedną wielką, pustą i zatrutą betonową planetę? 

FARMAGEDON P. Lymbery i I. Oakeshot

Autor książki obecnie przebywa w naszym kraju i właśnie dziś był gościem porannego programu w TVN ----> KLIK i opowiadał o ciemnej stronie przemysłu spożywczego.

23 komentarze :

  1. Ciekawa książka, chętnie ją odszukam, żeby zerknąć osobiście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chwilami można przeżyć prawdziwy szok i apetyt.

      Usuń
  2. Właśnie widziałyśmy zapowiedź w DDTVN tego reportażu i bardzo żałowałyśmy, że nie możemy obejrzeć :/ Książka jest bardzo interesująca według nas i dodajemy ją do naszej listy upragnionych pozycji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest ciekawa, intrygująca i dająca do myślenia. Polecam.:)

      Usuń
  3. Obawiam sie ze małe osiedlowe sklepiki tez kombinują z mięsem, każdy pompuje woda dla zysku a i świnie te same w markecie co i w sklepiku... Nie oszukujmy sie, przed takim jedzeniem nic nas nie uchroni. Co do marnowania żywności zgadzam sie w zupełności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i coś w tym jest, ale mała placówka chcąca utrzymać klientów nie będzie sobie pozwalała na śmieciowe produkty bo wcześniej czy później ludzie odejdą. W miejscowości ( mała miejscowość) gdzie robię zakupy są da typowo mięsne sklepy. Jeden to lokalny producent, a drugi taki już ogólnokrajowy. Gdy ten drugi się pojawił, zbił ceny i większość poszła do niego. Jednak bardzo szybko powrócili na dawne miejsce. Świeże mięsa, ciepłe wyroby w piątki i soboty. Może są i droższe, ale warte tej nieoszczędności.

      Usuń
    2. No widzisz, tu gdzie ja mieszkam liczą chyba, ze zawsze sie klient znajdzie jak nie ten to inny

      Usuń
  4. Ja mieszkam w małym miasteczku, gdzie można kupić wędliny od lokalnego producenta, mleko od krowy wypasanej tradycyjnie również. Warzywa i owoce to już loteria. Staram się mocno ograniczać produkty wysoko przetworzone. Książka bardzo interesująca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są jeszcze miejsca gdzie prawdziwy smak nie został zaprzedany diabłu. Część warzyw mam swoją ale są takie które kupuję od pewnego pana, który jeśli ma coś swojego to mówi...koślawe, podgryzione ale moje. A jak ma z giełdy to wcale tego nie ukrywa. Latem jak przywiezie pomidory to w promieniu kilku metrów czuć ich zapach, taki zapach świeżego krzaka.

      Usuń
  5. No powiem szczerze, że tytuł posta mnie bardzo zaintrygował. Ale patrzę dalej, czytam i wiadomo już o co chodzi. Dużo cennych rad. Też staram się kupować lokalne produkty i nienawidzę niczego marnować, także nawet z resztek powstają u mnie czasem niezłe przepisy. Jestem też jak najbardziej za humanitarnym traktowaniem zwierząt hodowlanych. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tytuł Madziu jest zaczerpnięty z książki. Dość kontrowersyjny, ale czasem tak trzeba. Czym więcej będzie w nas świadomości tym lepiej dla wszystkich. :)

      Usuń
  6. No niestety... od dawna się o tym mówi. Szczerze powiedziawszy to parę lat temu zaskoczyło mnie, że w Polsce jest własnie ten chów bezwypasowy. Sporadycznie ktoś zawraca sobie jeszcze tym głowę. Nie wiem czy powraca moda, ale u mnie pojawiają się 2-3 krówki dla mleka, po prostu trzymane w gospodarstwach. Dobre i to :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz Agatko chyba po zachłyśnięciu się tym co z daleka przyszło opamiętanie i zaczynamy wracać do korzeni.

      Usuń
  7. Eluś tytuł powala, tak jak i niegospodarność ludzi w czasach gdy tak wiele głoduje.
    Ja zakupy od lat kupuje w rodzinnej małej sieci- mięso coraz gorsze, ale mówią wprost, że jeżeli chcą sprzedawać to muszą być konkurencyjni, niestety,
    Natomiast drugi niby robi swoje wędliny, niby rozbiera- ceny o połowę wyższe, ale gdzie ja mam gwarancję, że mięso nie pochodzi z "tuczonej" świni?
    No nie mam.
    Dobre jest to, że wszystkie wielkie sieci trzymają się od naszej wioski daleko i niech tak zostanie:)
    Buziaki i spokojnej nocki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Reniu tytuł miał szokować i chyba mi się udało. :)
      Nigdzie nie mamy takie gwarancji, jeśli nie masz swojego które wiesz czym karmisz to takie obawy są zawsze. Jedno że dziś i te pisklaki, małe prosiaki jak na starcie nie zaszczepisz to marnieją jedno po drugim. Kiedyś mama kroiła jajka, pokrzywy, kwoka prowadzała po chaszczach i się chowały, a dziś.... szkoda gadać.

      Usuń
  8. Elu świetna książka. Już sam tytuł mnie zbombardował. Niestety żyjemy w świecie, gdzie na każdym kroku mydlą nam oczy. Ja czytam etykiety i wybieram jako świadomy konsument, ale czy tak do końca to wszystko jest zdrowe - pewności nie mam. No ale tak jak mówisz jeść trzeba. Też czytam interesującą książkę :-) miłego dnia :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mydlą i oszukują nie da się od tego całkowicie uciec. Trzeba się samemu pilnować nie mamy innego wyjścia.

      Usuń
  9. Ludzie ludziom.... Cóż trzeba się rozglądać i dokonywać lepszych wyborów. Już od dawna nie kupuję wedlin i mięsa w marketach tylko w dobrych delikatesach lub małych sklepikach. Ale kiedyś kilka lat temu kupowałam w marketach i to mięso i wędliny były wtedy na dużo lepszym poziomie niż teraz....teraz markety sprzedają,, gnój,, i nie boję się użyć tego słowa: wędlina już w dniu zakupu jest niejadalna a mięso sama chemia. Nie rzucam się też na spożywcze promocje, bo wiem że dobra jakość i świeżość musi kosztować, szynka za 10 zł to nie jest szynka. Niestety nie wszyscy tak myślą i czynią. Obserwowałam ostatnio reakcję ludzi w mojej rodzinej małej miejscowości na pojawienie się kolejnego marketu molocha. Były promocje... Ludziska z samego rana lecieli jak muchy na lep... bo promocja, bo tanio.....wynosili ogromne kawały mięsa pakowanego w folie po kilka kilko. Gdybyś widziała to mięso..... A kiedyś każdy chował tam prosiaczka,, dla siebie,, sam peklował i wędził. Stare czasy, które chyba już nie wrócą. Jak przyjeżdżam tam do mamy na wakacje to chcę..... mleka od krowy, sera domowego. Jedna krowa na całą wieś nie daje rady bo..... chętnych na jej mleko dużo. Często więc bywa tak że piję tam mleko z kartonu.... jak tu u siebie :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nałkowska bardzo na czasie.
      Ola ludzie zatracają się w tej pogoni za kasą, jak to się mówi apetyt rośnie w miarę jedzenia. Mnożą i mnożą swoje zyski, nieważne jakim kosztem. A sami na pewno nie jedzą ani nie polecają bliskim.

      Usuń
  10. Z jednej strony wszystko co przeczytałam wiem, a z drugiej wywarło to na mnie ogromne wrażenie. Ja staram się zwracać uwagę na to, co kupuję i gdzie kupuję. Faktycznie tanie nie znaczy dobre, a wiele osób o tym zapomina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozorne oszczędności bywają bardzo złudne. Niestety wielu z nas daje się nim nabrać.

      Usuń
  11. Podjęłaś ważny temat. Ludzie przyzwyczaili się do szybkich i tanich zakupów, często nie myśląc o tym, co przechodzi przez nasz żołądek. A kolorowe, piękne i dorodne produkty kuszą niejednego klienta. Dopiero, kiedy zaczynają się problemy alergiczne lub inne szukamy przyczyny.
    Ja również jestem zwolenniczką, żeby zjeść mniej, ale za to jakościowo lepiej. Na szczęście mieszkam na wsi i dużo naturalnych produktów mam na wyciągnięcie ręki. Serdecznie pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co się oszukiwać, dajemy się ogłupiać firmom spożywczym i w ten sposób oni zarabiają krocie, a my tracimy na zdrowiu. Tak jak wcześniej wspomniałam o pisklakach....kiedyś bez pasz, szczepionek wyrzucone z kwoką na dwór chowały się same. Dziś takie malce muszą być trzymane pod kloszem i to dość długo.
      To samo tyczy się dzieci....dziś co drugie ma jakąś alergię, mimo że takie wymuskane i wykarmione, mogłoby się wydawać tym co najlepsze. Kiedyś....dziecko niejednokrotnie najadło się piachu z piaskownicy, jakiegoś zielska spod płotu, przepiło wodą z kałuży ( wiem po sobie :) ) i żadnej alergii nie miało. A dziś wylądowałoby na płukaniu żołądka. Niestety.....że jest tak, a nie inaczej mamy w tym swój niechlubny udział.

      Usuń

Jak już jesteś nie bądź leń, rzuć pod postem choć swój cień. :)