Faworki, czyli prościej się nie da.




Co prawda karnawał, ostatki już za nami,
ale sprawdzony przepis, a zarazem dobry zawsze mile widziany.
Kiedyś już wspominałam, że nie rozumiem mody na obijanie ciasta
z którego się później robi faworki. 😳
Będę się upierać przy swoim, że to bez sensu i strata czasu.
Po pierwsze, dobry chrust ma być kruchy i sypki.
Aby wyrób taki był, ciasto powinno być krótko obrabiane,
tak sam jak na wszelkie kruche wypieki.
Szybko i z zimnych składników, aby nie uwolnić glutenu. 


Faworki



200 g mąki pszennej
100 g mąki ziemniaczanej
3 żółtka
szczypta soli
2 łyżki spirytusu
cukier wanilinowy 
kilka łyżek gęstej śmietany
cukier puder
tłuszcz do smażenia
ręczniki papierowe




Mąki przesiewamy razem, dodajemy cukier i sól,
mieszamy aby się równo rozłożyło.
Robimy dołek, wbijamy żółtka, 3 łyżki śmietany,
spirytus i szybko wyrabiamy ciasto.
Jeśli nie jest dość plastyczne, dodajemy więcej śmietany.
Gdy wszystko się połączy, zawijamy w folię i wkładamy do lodówki
na około 30 minut, aby je uspokoić tzn gluten.
Odkrawamy kawałek,
wałkujemy na bardzo cienki placek, tniemy w paski.




Na środku każdego robimy nacięcie
i przekładamy jeden koniec, delikatnie naciągając.
Smażymy partiami na rozgrzanym tłuszczu,
aż się ładnie zarumienią.
Osuszamy na ręcznikach, po ostygnięciu posypujemy pudrem.
I tak bez zbędnej fatygi mamy pyszne, delikatne, kruche faworki,
które jak Pan Bóg przykazał kruszą się przy najmniejszym dotyku. 😎









Komentarze

  1. To lubię, szybko i smacznie, a u Ciebie tak właśnie jest! Jutro zrobię! Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie jadłyśmy ale co roku mamy plany je skosztować i jeszcze się nie udało :P

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jak już jesteś nie bądź leń, rzuć pod postem choć swój cień. :)